Pomóżmy Patrykowi

25 czerwca 2008 roku był upalnym dniem. Dla piętnastoletniego
Patryka zakończył się tragicznie. Ratując komuś życie,
przypacił to utratą własnego zdrowia.

Ratowali komuś życie
Pani Beata, matka Krystiana, gdy opowiada o tym wydarzeniu, nie potrafi ukryć wzruszenia. Wie, że Patryk ratował życie jej syna i wie również, że Krystian żyje dzięki odważnemu mężczyźnie, Mirosławowi Taraskowi, który nie zawahał się ani chwili, aby nieść pomoc tonącym. On nie posłuchał tych mężczyzn, którzy stojąc na brzegu, stanowczo mu odradzali, mówiąc, że i tak jest już za późno, by kogoś jeszcze uratować. Patryk nie miał tyle szczęścia co Krystian. Po reanimacji, przeprowadzonej przez lekarzy z pogotowia ratunkowego, został przewieziony do szpitala w Oświęcimiu, a później na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej szpitala w Chrzanowie. - Lekarze nie dawali mu szans na przeżycie jednej doby. Ale po dwóch tygodniach Patryk został odłączony od respiratora i choć w dalszym ciągu nie było z nim kontaktu, zaczął oddychać sam, bez pomocy aparatury. W dniu. w którym odłączyli go od aparatury oddychającej za niego.byłam na pielgrzymce w Gidlach i modliłam się o cud. To, że on sam oddycha, jest dla mnie cudem - mówi pani Renata, matka Patryka. Chłopak przez siedem tygodni leżał w szpitalu w Chrzanowie. Później został przewieziony do Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu. Po miesiącu, gdy jego stan się nie poprawiał, rodzice postanowili przywieźć go do domu. Chcą się nim opiekować. - Najgorsze jest to, że lekarze odebrali nam od razu wszelką nadzieję - mówi Małgorzata, siostra Renaty.

Ludzie pomagają
Całe szczęście, że rodzice Patryka nie są pozostawieni sami sobie w nieszczęściu. Siostra pani Renaty mieszka po sąsiedzku. Jak tylko potrafi, podtrzymuje siostrę na duchu. Patryk wymaga stałej opieki, także tej medycznej. Dwa razy dziennie przychodzą do niego rehabilitanci. Ma również dwa razy w tygodniu zabiegi neurologiczne, mające na celu pobudzenie ośrodków czuciowych. Niestety, to wszystko kosztuje. - Sama rehabilitacja miesięcznie dwa i pół tysiąca. Musiałam zwolnić się z pracy. Żyjemy tylko z pensji męża, który pracuje w kopalni - zwierza się Renata. Jest wdzięczna wszystkim, którzy w jakiejkolwiek formie pomogli jej do tej pory. Ostatnio w sąsiednich parafiach odbywały się przed kościołem zbiórki pieniędzy na rehabilitację Patryka. Dla niej nadzieja nie umarła. 29 stycznia Patryk ma zostać przewieziony do specjalistycznej kliniki w Bydgoszczy, na neurologiczne zabiegi rehabilitacyjne. Ma nadzieję, że to choć trochę pomoże jej synowi. - Z tego, co lekarze mówili na początku, Patryk nie powinien żyć, ani samodzielnie oddychać. Cieszę się, że on jest w domu, że w ogóle żyje. Ale będzie, co Pan Bóg zaplanował. Z tym się trzeba pogodzić - mówi mama Patryka.

Ks. Ireneusz Okarmus

Powrót